Alfabet Grzechnika

Wpisy na literę: I

Znaleziono 2 wpisów

Italiener-Wochenende

Litera: I

Co roku we wrzesniu w Monachium zaczyna się Oktoberfest. Logiczne. O samym Oktoberfest napiszę może jeszcze kiedyś, bo wiąże się z nim cała masa tradycji, zwyczajów i powodów, dla których ludzie kupują skórzane portki za 1200 euro para. Całe miasto pełne jest gentlemanów ubranych w owe lederhosen (przeważnie jednak sporo tańsze) oraz panien w tradycyjnych sukienkach zwanych dirndl, których elementem jest tzw. bawarski balkon (tak, to znaczy dokładnie to, co sobie wyobrażacie). Ale to temat na później, bo na razie za mało wiem, a popełnić błąd w tekście o Oktoberfest to jak na forum dla wędkarzy napisać, że szczupak to nie jest król wód.
Tutaj wspomnę więc tylko, ze Oktoberfest trwa 2 tygodnie, a tego środkowy weekend - który kończy się właśnie dziś - to tzw Italiener-Wochenende, czyli włoski weekend. Przy czym nazwa nie wzięła się z tego, że nagle zamiast Augustinera rozlewają Peroni czy Nastro Azzurro. Weekend jest włoski, ponieważ Monachium jest najeżdżane przez włoskich turystów, którzy przyjeżdżają autokarami, zajmują wszystkie hotele, z braku hoteli śpią też czasem w autokarach, i ogólnie doprowadzają się do stanu znacznego upodlenia. I pomyśleć, że 250 lat temu tradycja Oktoberfest zaczęła się od wyścigów konnych i karuzel dla dzieci, a piwo było tylko przy okazji.
Po prawdzie trzeba jednak dodać, że wg lokalnej pracy Włochów ostatnio wypierają Francuzi, więc weekend może stać się francuskim. Tak czy tak, nie jest to ulubiony termin lokalesów.

▶ Komentarze (0)

Improwizacja

Litera: I

Niemcy nie umieją w improwizację, tak jak Polacy nie umieją w planowanie.
Jest taki dogmat zarządzania, wg którego 80% wysiłku należy poświęcić na planowanie, a 20% na implementację. Musiał go wymyślić jakiś Niemiec. Takie podejście wychodzi im świetnie, co generalnie jest godne podziwu i pochwały. No chyba, że rzeczywistość zmienia się szybciej, niż udaje się planować i trzeba improwizować. 
Mam na ten temat historię opartą na #faktachAutentycznych. Moja firma ma biuro w Warszawie i kilka biur w Niemczech. Kiedy zaczęła się wojna na Ukrainie a przez granicę zaczęła płynąc rzeka uchodźców, niemieccy koledzy - ewidentnie przepełnienie dobrymi intencjami i doświadczeni w poprzednich kryzysach imigracyjnych (i piszę to bez żadnej ironii) zabrali się do planowania pomocy. Powstała grupa robocza, skontaktowano się z firmą logistyczną mogąca przewieźć pomoc na granicę w Medyce, z lokalnymi stowarzyszeniami i klubami sportowymi mogącymi zorganizować transport autokarami i nocleg itp. Do czasu, kiedy cokolwiek udało się ustalić, ekipa z Warszawy zdążyła już zrobić kilka kursów na granicę prywatnymi samochodami, przywieźć ludzi, zapewnić im nocleg w prywatnych domach i zrobić zbiórkę najpotrzebniejszych rzeczy.
Przy czym daleki jestem od krytykowania sposobu działania NIemców. Na dłuższą metę daje pewnie lepsze wyniki i bardziej przypomina maraton niż sprint. Idealny dream team, moim zdaniem, to byłoby połączenie polskiej kreatywności i improwizacji w krótkim terminie, z niemieckim strategicznym planowaniem na lata. Plus Włoch zapewniający catering.

▶ Komentarze (0)